Mój syn, lat 17, licealista z klasy o profilu społecznym. Uparł się, że wraz z kolegami pójdzie dziś na demonstrację przed Trybunałem Konstytucyjnym. W domu odbyła się awantura, bo przecież on jest już dorosły i ma prawo decydować o tym, co robi. Zabroniłam mu chodzenia w miejsce, w którym może dojść do starć z pseudo kibicami, antagonistami, policją. Nie chciał słuchać, twierdząc, że i tak zrobi, na co będzie miał ochotę. Powtarzał, jak mantrę pytanie: "A dlaczego nie?".
Jestem z rocznika `66. W 1981 roku rozpoczęłam naukę w liceum im. Mikołaja Reja w Warszawie. W naszej szkole jak w soczewce odbijał się cały układ społeczny wtedy panujący. Młodzież była wymieszana jak w tyglu. Byli uczniowie z bardzo bogatych domów, dzieci dyplomatów, ministrów i dygnitarzy partyjnych, były kompletne "średniaki" i była tzw. młodzież walcząca. Chodziłam do klasy razem z Emilem Barchańskim. Bardzo sympatyczny, trochę introwertyczny, bardzo inteligentny. "Zimował", bo nie zdał do następnej klasy z polskiego. Inteligencja w polskiej szkole nigdy nie była w cenie, a Emil był wolnomyślicielem i pomimo introwertyczności wyrażał swoją opinię na głos. Nie był w stanie dostosować się do szarej szkolnej rzeczywistości i wygłaszać formułki w stylu "Juliusz Słowacki wielkim poetą był". Był też bardzo zaangażowany politycznie. Po latach dowiedziałam się, że działał w grupie konspiracyjnej "Piłsudczycy".
Kiedyś słuchaliśmy Radia "Wolna Europa". W audycji podano, że nasza szkoła jest jednym z liceów, które są najwyżej na liście placówek edukacyjnych w Polsce z największym odsetkiem uczniów zaangażowanych w walkę z ustrojem. Emil zdecydowanie był zaangażowany. W drukowanie i kolportaż bibuły, w demonstracje. Wziął udział w akcji oblania znienawidzonego pomnika Feliksa Dzierżyńskiego czerwoną farbą i obrzucenie go koktajlami Mołotowa. Brał udział w manifestacjach patriotycznych. Za każdym razem pokazywał nam plecy, na których były krwiste ślady po uderzeniach pałami ZOMO. Nie chodził na demonstracje sam, towarzyszyli mu nasi koledzy. Byli dla nas przede wszystkim bohaterami. A Emil naprawdę się wyróżniał i gdyby żył, mógłby w życiu osiągnąć bardzo wiele.
Nigdy nie zapomnę tej chwili. Był czerwiec, trwała lekcja języka polskiego. W pewnej chwili wszedł do klasy dyrektor, szepnął coś na ucho polonistce. Zapanowała długa cisza, nauczycielka wahała się, jak nam przekazać wiadomość. Złą wiadomość. Emila znaleziono martwego w Wiśle. Istnieją podejrzenia, że utopił się w czasie kąpieli. Jak to możliwe?! Przecież on był chory na astmę i unikał pływania. Bardzo szybko nabraliśmy podejrzeń, że za śmiercią kryje się kolega, który podobno wyciągnął go nad rzekę. Chcieliśmy przeprowadzić śledztwo na własną rękę. Zostaliśmy powstrzymani przez nauczycieli. Do końca nauki tuż przed planowanymi demonstracjami i manifestacjami 3-majowymi odbywali z nami długie rozmowy, zniechęcając nas na wszelkie sposoby i apelując, byśmy trzymali się od nich z daleka. Używali nawet argumentu, że oni przez nas też będą mieli kłopoty.
Po 34 latach od pamiętnej lekcji wciąż czuję to, co czułam wtedy. Krew odpłynęła mi z głowy, nogi ugięły się w kolanach. Do tej pory nie mogę o tym spokojnie myśleć. Mam traumę i kiedy słyszę, że moje jedyne, rodzone przez 4 dni w ogromnych bólach dziecko chce się narażać na niebezpieczeństwo, no może nie tak wielkie, jak to, na które narażał się Emil - ale nigdy nie wiadomo, co może się stać - to automatycznie budzi się we mnie sprzeciw. Pomimo że wiem, jak ważne jest, by w tym wieku kształtować w sobie patriotyzm.
Mój syn zaczął oglądać relację z demonstracji po dłuższej chwili. Już myślałam, że chce mnie ukarać za to, że nie pozwoliłam mu wziąć w niej udziału. Po prostu wpakowałam go w piątek do samochodu i wywiozłam do domu pod Warszawą. Stąd autobusy odchodzą dwa razy dziennie, a ja osobiście od 14 lat nie widziałam żadnego, więc równie dobrze mogą w ogóle tu nie kursować. Już za trzy miesiące mój syn skończy 18 lat i nie będą mogła mu niczego zabronić. Chciałabym "doholować" go do pełnoletności bez uszczerbku na zdrowiu.
Emil Barchański został znaleziony martwy na dzień przed swoimi 17. urodzinami. Mój syn mógłby powiedzieć: "To Twój kolega narażał się, a ja nie mogę?". Tak, tylko myślę, że my w tym wieku byliśmy jednak doroślejsi.